literacki blog Adriana Szarego

wtorek, 13 września 2016

Postimieninowy post

      Mam na imię Adrian. W czasach, w których mi je nadano, było bardzo mało popularne. Zresztą do dziś w kalendarzach pojawia się niezmiernie rzadko. Pod datą 8 września, kiedy obchodzę dzień imienin, nie wiedzieć czemu, widnieje jedynie jego żeński wariant Adrianna, a o ile mnie gramatyczna intuicja nie myli, droga derywacji jest odwrotna. To od męskiego imienia powstają odpowiedniki żeńskie. Cóż, być może to jeszcze jeden z przejawów emancypacji.
       Pamiętam, że w szkole podstawowej byłem jedynym Adrianem. Sytuacja zmieniła się dopiero w liceum i na studiach, kiedy do grona znajomych dołączyli także moi imiennicy. Skoro zatem jest to tak mało znane imię, może warto wspomnieć parę słów o jego pochodzeniu i cechach charakteru, przypisywanych osobie, która je nosi.
      W Słowniku imion, pod redakcją Jana Grzeni, czytamy, że imię Adrian wywodzi się z łaciny. Przydomek Hadrianus, utworzony był od nazwy starożytnego miasta Hadria (lub Adria) i oznaczał kogoś, kto z niego pochodził. W dawnych polskich dokumentach pojawia się w 1225 roku, właśnie w łacińskiej formie: Adrianus. Nosił je cesarz rzymski Hadrian, a nawet sześciu papieży. Jak więc widać, imię to o iście cesarskim rodowodzie implikuje dynamiczną osobowość jego nosiciela i wrodzone zdolności przywódcze, a także odwagę, intuicję, systematyczność i chęć niesienia pomocy innym.
      Warto też wspomnieć, że św. Adrian czczony był w średniowiecznej Francji jako patron od nagłej śmierci. Jeśli zaś mowa o świętych, to z kolei moje drugie, nadanie mi podczas chrztu, imię jest imieniem jednego z Ewangelistów – św. Łukasza. Przyznam jednak, że bardziej wolę pierwsze, za drugim imieniem nie przepadam i używam go jedynie w bardzo oficjalnych dokumentach.
     Gdybym sam miał sobie nadać imię, zresztą skorzystałem z tego przywileju podczas wyboru imienia w sakramencie bierzmowania, ochrzciłbym się imieniem mojego ulubionego świętego – Antoniego z Padwy, który czczony jest w Polsce, jako święty, pozwalający odnaleźć zagubione rzeczy. Poświęciłem mu jeden ze swoich wierszy - „Święty Antoni”, wydany w antologii „Nowa Teoria Literatury Użytkowej” i zamieszczony na tym blogu. To taka moja poetycka modlitwa, żebym się nigdy nie pogubił...

Źródło: CV, Radom 2011.