obSZARY kultury
Czasem trzeba podjąć ryzyko, żeby naprawdę móc się rozwijać – z artystką Arią Martelle rozmawia Adrian Szary
![]() |
| Rys. Ola Zasada-Sójka |
Od jak dawna interesuje się Pani muzyką?
Muzyka towarzyszy mi od najmłodszych lat. Już jako mała dziewczynka, mając około czterech lat, cały czas śpiewałam. Od zawsze była moją pasją i powołaniem i czuję, że jest to właśnie to, co powinnam robić w życiu. Myślę, że najlepszym dowodem na to są sukcesy moich piosenek. Zagrałam ponad 70 koncertów w całej Polsce, z czego większość była wyprzedana. Mam za sobą trzy trasy koncertowe, podczas których mogłam nie tylko dzielić się swoją muzyką, ale też budować wyjątkową więź z publicznością.
Jak to jest być gwiazdą Instagrama i Tiktoka?
Wydaje mi się, że bycie gwiazdą Instagrama i TikToka jest bardzo miłe, zwłaszcza kiedy widzi się, że ludzie doceniają to, co tworzysz. Zawsze staram się, aby treści, które publikuję, sprawiały ludziom radość albo ich inspirowały. To daje mi ogromną satysfakcję i motywuje do dalszej pracy nad tym, co robię.
Czy sława bywa dla Pani męcząca?
Większość czasu czuję się w tym świecie całkiem dobrze. Jestem z natury ekstrawertykiem i bardzo doceniam, że jestem rozpoznawana i doceniana jako artystka. To zawsze było moje marzenie, więc szczerze mówiąc, praktycznie nie mam na co narzekać. Oczywiście zdarzają się też trudne sytuacje. Przez wiele lat miałam stalkera, który zaatakował mnie w sklepie i uprzykrzał mi życie, co bardzo źle wpłynęło na moją psychikę. Sława ma swoje blaski, ale czasem też swoje cienie, które trzeba po prostu zaakceptować.
Dużą popularność przyniósł Pani serial WAKSY. Powiedzmy coś o Pani pracy przy nim.
Bardzo się cieszę, że dostałam taką szansę, na którą czekałam wiele lat. Praca przy serialu pozwoliła mi się rozwijać, powiększyć swoją społeczność, a później skupić na tworzeniu muzyki. Okres pracy nad serialem był jednym z najlepszych w moim życiu. Bardzo zżyłam się z ekipą i mam ogromny sentyment do tego projektu. Od czasu do czasu, co kilka miesięcy, wracam na plan na kilka odcinków, ale to muzyka jest moim prawdziwym powołaniem. Dlatego postanowiłam zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę, aby spełnić swoje największe marzenie i nie żałuję. Czasem trzeba podjąć ryzyko, żeby naprawdę móc się rozwijać.
Walczy Pani o dziką kartę do Eurowizji, prawda?
Tak, zgadza się. W tym roku po raz drugi zgłosiłam się do preselekcji eurowizyjnych. W zeszłym roku startowałam z piosenką „Happy End”, która jest tytułowym utworem mojego debiutanckiego albumu. W tym roku zgłosiłam anglojęzyczny utwór „You Decide”, który ma głębokie przesłanie i skłania do refleksji nad tym, jakim człowiekiem chcemy być, bo to my decydujemy o naszej przyszłości i o tym, jak wygląda nasz świat. Piosenka jest także skoncentrowana na pokoju na świecie. Na razie czekam na informacje, czy otrzymam dziką kartę, ale nie poddaję się i nie tracę nadziei, dopóki sytuacja nie zostanie oficjalnie ogłoszona. Stworzyłam w swojej społeczności ruch #AriaNaEurowizje, a sprawa stała się medialna. Jestem bardzo wdzięczna za poparcie słuchaczy i kto wie, może się uda.
Co uważa Pani za swój największy sukces?
Tego pytania chyba nikt mi jeszcze nie zadał. Myślę, że moim największym sukcesem są moi fani. To oni sprawiają, że mogę robić to, co kocham, i mieć pozytywny wpływ swoją karierą. Największym zaszczytem jest dla mnie to, że mogę wpływać na społeczność, a zwłaszcza na młodzież, dawać im nadzieję, że wszystko jest możliwe, i dodawać im wiary w siebie. Wiem, że w dzisiejszych czasach często brakuje jej w domu, w szkole czy w pracy, więc możliwość dorzucenia choć małej, pozytywnej cegiełki, takiej amerykańskiej energii do walki o swoje marzenia, jest dla mnie naprawdę ważna. Jestem też dumna z siebie, że wytrwałam i że moje wysiłki przynoszą efekty. Piosenki, które wypuszczam w świat, naprawdę łączą mnie emocjonalnie z fanami. Wiele osób utożsamia się z moimi tekstami i czuje się wysłuchanych, a to daje mi ogromną satysfakcję.
Jaki był dla Pani miniony rok?
Miniony rok był dla mnie jednocześnie najlepszy i najtrudniejszy. Najlepszy pod względem kariery, ponieważ nigdy wcześniej nie rozwijałam się tak szybko, a moje marzenia naprawdę się spełniły. W momencie, gdy to wszystko zaczęło się dziać, trudno mi było przyzwyczaić się do nowej sytuacji. To nie było już tylko marzenie, to naprawdę się działo. Ciężko mi było to przetworzyć i w pełni zaakceptować, mimo że było to coś pozytywnego. Emocjonalnie dałam siebie całą, może nawet za dużo, i przez to pojawiły się różne skutki zdrowotne. Pod tym względem był to dla mnie najtrudniejszy rok, bo nałożyłam na siebie zbyt dużą presję, tempo i stres. Moje ciało po prostu tego nie wytrzymało. Do dzisiaj pracuję nad tym, żeby wrócić w pełni do siebie i nauczyć się żyć w większym balansie.
Jakie ma Pani plany na ten rok? Gdzie będzie można Panią zobaczyć? Usłyszeć?
Tradycyjnie moje plany na ten rok to pracować na 200 %, jednocześnie starając się znaleźć pewien balans. Zamierzam wypuścić jeszcze więcej piosenek zarówno po polsku, jak i po angielsku. To chyba największa zmiana, bo teraz ruszam z kontentem po angielsku i z muzyką, która może zdobyć rozgłos również za granicą. Oprócz tego w planach mam dużo koncertów i mam nadzieję, że również kreatywnych projektów oraz wyjątkowych występów na żywo. Po prostu dostałam szansę, żeby tworzyć muzykę, i zamierzam wypuszczać ją regularnie, dbając o jakość i wkładając w nią całe serce.
Czy ma Pani jakieś skojarzenia, wspomnienia z Radomiem, z Radzyniem?
Radom to cudowne miasto, pełne ciepłych i otwartych ludzi. Podczas koncertu panowała niesamowita energia, a ja czułam ogromne wsparcie od publiczności. To były naprawdę wyjątkowe chwile i nie mogę się doczekać, żeby znów tam wrócić. A w Radzyniu bardzo chciałabym zagrać koncert! Wiem, że mam tam spore grono fanów!
Czego Pani życzyć?
Przede wszystkim dużo zdrowia, nieustającej weny do tworzenia dobrych piosenek, wielu sukcesów w karierze, a także dzikiej karty na Eurowizję, która pozwoliłaby mi spełnić kolejne marzenie.
Dziękujemy za rozmowę.
