literacki blog Adriana Szarego

niedziela, 5 maja 2013

Stokrotka



Odwiedzam supermarket „Stokrotka”
Z nadzieją, że tam znowu mnie spotka

Wzrok ulubionej mej pracownicy…
Wpadam z bijącym sercem z ulicy,

Rozpinam palto i chwytam koszyk
Śledząc jej czarne włosy i oczy,

Które doprawdy na każdym dziale
Zawsze się prezentują wspaniale!

Czy to na stoisku z owocami
Czy też na dziale ze słodyczami

Waży jabłka jak biblijna Ewa.
 Ze skrzynki, a nie rajskiego drzewa

Smak lepszy mają - bez cienia grzechu.
Do ciastek gratis  porcja uśmiechu -

Jak wafle i cukierki - słodkiego,
A gdy w obrębie działu mięsnego

W długiej kolejce długo się stoi
 Jak wędlina dałby się pokroić

Każdy z klientów. Zaś na nabiale…
Ona  jest stale, więc i ja stale

Budynie, serki, mleko kupuję,
Choć mi to niespecjalnie smakuje,

Ale nie czuję, że swój czas tracę,
Kiedy przyglądam się na jej pracę;

Jak dźwiga palety z jogurtami…
Nawet bym chętnie pomógł czasami,

Ale się wstydzi człowiek i…boi
Dla niepoznaki wrzucam więc słoik

Do  koszyka, którym się zasłaniam,
Przechodzę obok, czasem się kłaniam

Ona też kłania się mimochodem,
A ja mam już dziesiąty słój z miodem.   

Cóż – myślę – warto robić zapasy
Rozanielony idąc do kasy…

 Tak dzień podobny drugiemu dniowi
 Jedna kasjerka - mnóstwo stanowisk.

Aż tutaj któregoś dnia, co żywo
Wpadam do „Stokrotki” po pieczywo.

Biorę dwa chleby, bułki kajzerki,
Patrzę lecz  ulubionej kasjerki

Nie widzę nigdzie i już się boję.
Może przenieśli ją na napoje?

Szukam więc  raźnie, między półkami
Tam, gdzie ją widywałem czasami.

Przemierzam sklep krokiem energicznym
Na  alkoholach, ni na chemicznym

 Na mięsnym, a nawet na nabiale
 Mej ulubienicy nie ma wcale.

Myślę - skończyły się dobre czasy
I przygnębiony zmierzam do kasy,

A tam ogromny już klientów ścisk,
Lecz niespodzianka  i stokrotny zysk.

Mogę godzinę tutaj się tłoczyć,
Oto ona! Poznaję te oczy…

Żebym nie był ostatnią osobą
Bo wyjmie kartkę: „Do kasy obok”.

Blednę, trzęsę się, dostaje zaćmy
Stawiam zakupy, spadają z taśmy,

A drobne wylatują z portfela
Czytam tabliczkę jej -  Izabela .

Klient następny nagli: Kolego
Może byś się trochę szybciej ruszał!

Nie słyszę. Wspominam Wokulskiego
i…Izę Łęcką z powieści Prusa.

W kolejce tej chcę stać jak najdłużej
Tu inaczej niż w literaturze

U Prusa Iza klientką była,
Ta zaś rachunek – mnie  wystawiła

Za uśmiechy, zakupy, spojrzenia,
A ludzie krzyczą: Nie masz sumienia!

Hamujesz ruch i utrudniasz pracę
Więc biorę siatki, rachunek płacę.

Po czym stokrotki kwiatek do ręki,
Wsuwam  jej, szepcząc: Stokrotne dzięki



Wianek z myśli,
2007.