literacki blog Adriana Szarego

sobota, 15 kwietnia 2017

Anno Domini 2017

      Nagrałem płytę z wierszami, więc jest i teledysk, który ją promuje. Myślę, że odpowiedni na ten świąteczny okres zadumy nad życiem... 




         Bardzo serdecznie dziękuję Rafałowi Sadowskiemu i "PR Studio", Mikołajowi "Czesterowi" Ganabisińskiemu i "Radomskiej Szkole Rocka" oraz Wioli Fijałkowskiej i Publicznej Szkole Podstawowej w Guzowie. Promocja audiobooka już 20.04 o godzinie 17.00 w "Łaźni".

czwartek, 13 kwietnia 2017

Wesołych Świąt!

       Wszystkim, zaglądającym tu czasem, na nadchodzące Święta Wielkanocne, dużo miłości, radości i spokoju oraz czasu spędzonego w gronie najbliższych życzą: wujek Boczek (Lofek), ciocia Zuzia i Majeczka. 

rys. Olga Stodulska

       Oczywiście przyłączam się do życzeń moich bajkowych bohaterów, dołączając mój świąteczny wiersz o rodzinie, napisany trzy lata temu, który znajdziecie tutaj.

wtorek, 11 kwietnia 2017

Majka i Wielkanoc

Nie wiem jak u Was, ale u moich bajkowych bohaterów: Majki i wujka Boczka, już świąteczna atmosfera.
* * *

Dzień zaczął się, gdy byłam u Nikoli. Nikola to moja cioteczna siostra. Wczoraj mogłam zostać u niej na noc, bo zbliżały się Święta Wielkanocne i mieliśmy wolne od szkoły. Przez pół nocy nie spałyśmy. Wyplatałyśmy bransoletki z kolorowych gumeczek. Ja zrobiłam aż sześć. Jedną czerwoną dla mamy, dwie czarne: dla taty i cioci Karolci, różową dla Nadii, fioletową dla cioci Zuzi i biało - czarną dla wujka Antoniego. Rozdam je w prezencie, w  okresie Świąt Wielkanocnych.
Po powrocie do domu upiekłyśmy z mamą mazurka. To znaczy piekła mama, ja tylko układałam rodzynki. Ale przecież rodzynki to też ważna rzecz.
- Mamo, skąd się wzięła nazwa Wielkanoc? – zapytałam nagle.
- Od wielkiej nocy. Nocy, której zmartwychwstał Pan Jezus – odpowiedziała mama.
- Dziwne są niektóre nazwy – skwitowałam. Kiedyś na przykład myślałam, że siostra zakonna to ta, co idzie za koniem. Albo weźmy imiona. Skąd się wzięło Twoje imię, Anna?
- Moje imię pochodzi z języka hebrajskiego, gdzie  hannah  oznacza łaska – tłumaczyła mama.
- Łaska? – zdziwiłam się. A imię cioci Karolci?
- To z niemieckiego carl, czyli mąż.
- Ciocia to mąż?
- Oj, Majka, tych nazw nie tłumaczy się dosłownie.
-A wujek Antek? Boczek to od boczku – uśmiechnęłam się – ale Antek?
- Wujka, spytasz jutro sama.
- Pojedziemy do wujka?
-Tak, zawieziemy mu naszego mazurka.

I następnego dnia pojechałyśmy z mamą do wujka Antoniego. Przed wejściem do jego domu, spytałam mamę:
- Komu mam dać ciasto? Wujkowi czy cioci Zuzi?
- Zuźce – powiedziała mama.
No i brytfanka z ciastem powędrowała w ręce cioci, a wujek dostał ode mnie wspomnianą bransoletkę. Był chyba lekko zmieszany, ale powiedziałam:
-Wujku, spokojnie możesz nosić. U mnie w klasie chłopcy takie noszą… - widziałam, że to go uspokoiło.
- Dziękuję Majeczko, ja też mam coś dla ciebie i Nadusi - mówiąc to, wujek wyjął dwie piękne, ręcznie robione lalki, z których jedna przypominała mnie, a druga moją siostrę.
- Ojej, to są lalki, co my nimi jesteśmy! – krzyknęłam szczęśliwa.
- Tak, te lalki, robione były na zamówienie przez moją koleżankę Małgosię. Z waszych zdjęć. No właśnie, a propos zdjęć, mam też coś dla ciebie i Daniela, Aniu – powiedział wujek i podał mamie niewielkich rozmiarów książeczkę.
- Ojej, jaka piękna fotoksiążka – powiedziała mama, otwierając prezent. Bardzo ci dziękujemy, ty zawsze o nas pamiętasz.
- Przecież wy też o mnie pamiętacie – powiedział wujek i wszyscy czworo z ciocią Zuzią zaczęliśmy oglądać album. Były tam zdjęcia z moich występów z ciocią Karolą, z pielgrzymki, na której byłyśmy z mamą, z rodzinnych wyjazdów na wakacje i zimowisko z tatą. Bardzo nam się ten album podobał. Nadia i tata, też na pewno się ucieszą.
Potem spróbowaliśmy mazurka. Był pyszny. Ciocia Zuzia zrobiła herbatę i soki ze świeżych owoców. Mnie przypadł w udziale  sok z grejfru. Nie lubię grejfru.
- To jest grejpfrut, nie grejfru – mówiła mama. Pij, bo jest zdrowy – dodała. 
Po powrocie od wujka zabrałam się z tatą, za malowanie pisanek. To nasza rodzinna tradycja. Znów zaczęło mnie zastanawiać dlaczego na malowane jajka mówi się pisanki:
- Tato, dlaczego to są pisanki?
- Bo kiedyś tak się właśnie określało, że się je pisze, nie maluje. Stąd pisanki.
- Aha – powiedziałam, ale wersja taty jakoś mnie nie przekonała.

rys. Olga Stodulska

Wieczorem zaś szykowałyśmy z mamą koszyk pełen pokarmów. Jutro pójdziemy do kościoła, by je poświęcić. Nie do końca rozumiem ten zwyczaj, ale bardzo lubię jeść i zawsze chętnie potem zjadam „święconkę”: kiełbaskę, jajeczka, chlebek. Poświęcone smakują lepiej.
W ogóle lubię ten świąteczny czas, nie trzeba chodzić do szkoły, rodzice nie pracują, możemy pobyć razem. Najpierw Niedziela Palmowa, podczas której święci się palmy, na pamiątkę wjazdu Pana Jezusa do Jerozolimy, piątkowa Droga Krzyżowa, potem sobotnie święcenie pokarmów i wreszcie pyszne niedzielne śniadanie, złożone z  białego barszczu, jajek pod każdą postacią i wspaniałego ciasta. Prezenty, życzenia, rozmowy, śmiech i zabawa.
Najwięcej zabawy jest w Lany Poniedziałek, tak zwany „śmigus – dyngus”. Czy jakoś tak. Śmigus kojarzy mi się ze śmiganiem. Biegamy wówczas z Nadią po całym domu i lejemy wodą mamę, tatę, babcię, dziadka albo ciocię, gdy nas odwiedzi. Kogo popadnie!  
W tym roku święta wypadły w kwietniu. Do żartów i dowcipów jest w tym miesiącu wiele okazji. W sumie już od pierwszego dnia. Wtedy wszyscy robią sobie żarciki. Jest to tak zwany Prima Aprilis. Wujek Boczek mówił, że to z  łaciny i oznacza właśnie pierwszy kwietnia. Tego dnia wszyscy cię „wkręcają”: Maja masz brudną buzię, sznurówka ci się rozwiązała, no i takie tam. Wszystko to jest nieprawdą. Trzeba uważać, by nie dać się nabrać.
Kwiecień to chyba ulubiony miesiąc wujka Antka. Obchodzi wtedy swoje urodziny. Napisał nawet wiersz o tym, że czeka na kwiecień. Nic z niego nie rozumiem, bo to dla dorosłych, ale jest tam o moim rysunku. Kiedyś rzeczywiście narysowałam podobiznę wujka (…)
Najgorsze w świętach jest to, że szybko się kończą i trzeba wrócić do szkoły, a ze szkołą już żartów nie ma!

Fragment książki "Majka, Franek ekolog i Krzyś podróżnik".

niedziela, 9 kwietnia 2017

środa, 5 kwietnia 2017

Maja w maju

Trwają prace nad kolejną częścią "Majki". 


Efekty w maju. Wszak Maja z majem mają wiele wspólnego.


wtorek, 4 kwietnia 2017

Życie w pędzącej windzie

 Bywa, że recenzuję książki. Mój wstęp otwiera tomiki m.in. Magdaleny Krzesickiej i Izabelli Mosańskiej. Ostatnio pisałem tu o wierszach Grażyny Cieślik, a dziś o poezji Agnieszki Złotkowskiej, która szykuje właśnie debiutancki tomik, zatytułowany „Życie w pędzącej windzie”:


Na zdjęciu z Agnieszką Złotkowską i jej córką Nataszą
podczas promocji antologii "Panopticum" w "Łaźni" 2014r.
fot. archiwum ZSO nr 6 w Radomiu


Życie w pędzącej windzie

Tempo naszego życia rośnie. Pędzimy coraz bardziej. Mamy jednak szansę, choć na chwilę, się zatrzymać. Wsiąść do windy. Poczytać poezję. Wiersze Agnieszki Złotkowskiej. Tylko, że jej życie także pędzi… Pędzi jak winda.
W tej wertykalnej pozycji, przychodzą refleksje dotyczące egzystencji. Winda czasem wiezie nas do góry, do „wytwornego blichtru szacownych hoteli”, a czasem w dół „ziemią pozwolisz mi przykryć się szczelnie / by choć raz / solidnie się wyspać”.
Z windy trzeba kiedyś wysiąść, by usiąść przy biurku i usłyszeć „pustkę za drzwiami / pustkę we mnie / i pustkę w ciszy”. Wreszcie wyjść na zewnątrz i zaczerpnąć „odrobinę zużytego powietrza / które ci się / na nic / nie przyda”.
Pory roku się zmieniają „wiosną samotnie / latem chłodno / jesienią smutno / zimą źle”, a my wciąż do windy i z windy. Na górę i na dół. Czasami jedziemy sami. Niekiedy wsiadają bliskie nam osoby. Nasze dzieci: Zuzia, Tomek, Natasza. Nasze kobiety. Nasi faceci. Mały Książę, który musi walczyć z baobabami i pielęgnować swoją różę. Inni już z nami nie pojadą, jak choćby Jacek. A może wciąż z nami są, tylko mniej namacalnie…
Wszyscy jedziemy w jednej windzie. Nie bardzo wiedząc dokąd. Co jest na szczycie. Najgorzej gdy winda się zepsuje. Zatrzaśnięci - dusimy się codziennością. Albo musimy wdrapać się na szczyt sami, bez niczyjej pomocy, bardzo powoli, po wysokich schodach…
Warto tę życiową podróż odbyć z odrobiną sztuki. Dlatego gorąco polecam tomik Agnieszki Złotkowskiej „Życie w pędzącej windzie”, pełen dojrzałych - zarówno w treści jak i formie - kobiecych, poetyckich miniatur. Mężczyźni znajdą tu także coś dla siebie. Przecież to oni najlepiej ratują z popsutych wind, gdy usłyszą naciśnięty przez kobietę przycisk alarmowy.

Czekając na tomik, teksty Agnieszki poczytać można w zredagowanych przeze mnie antologiach powarsztatowych m.in. „Asocjacje” (2012); „Panopticum” (2013/2014); „Onoma” (2015); „Prosta piosenka o Nadziei” (2016) oraz „Maski” (2017). A najbliższe warsztaty literackie już jutro w Stowarzyszeniu Centrum Młodzieży – „Arka” w Radomiu. Zapraszam wszystkich piszących.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Książki z dziećmi pisane

Wczoraj, to jest 2 kwietnia, był Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci. W związku z tym dziś na moim blogu zamieszczam fragment artykułu, złożonego do naukowego pisma, poświęconego literaturze dziecięcej – „Guliwer”, z którym od kilku lat współpracuję, na temat mniej znanej bajki Leszka Kołakowskiego – „Ośmiornica”.

 Książki z dziećmi pisane

         W tym roku mija dziewięćdziesiąta rocznica urodzin Leszka Kołakowskiego. Ten wybitny filozof urodził się 23 października 1927 roku w Radomiu. Rodzinne miasto pamięta o swoim Honorowym Obywatelu. Ośrodek Kultury i Sztuki „Resursa Obywatelska”, organizuje od kilku lat Radomski Festiwal Filozofii „Okna” im. Prof. Leszka Kołakowskiego. W centrum miasta stanęła ławeczka wielkiego myśliciela.
         Dzięki staraniom „Resursy” i Radomskiego Towarzystwa Naukowego, w 2015 roku, wydana została nieznana dotąd bajka Leszka Kołakowskiego, zatytułowana „Ośmiornica”. Tekst utworu, pochodzący najprawdopodobniej z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, odnalazła rodzina autora, żona Tamara i córka Agnieszka. Rękopis był niedokończony i miejscami nieczytelny. Dlatego ogłoszono konkurs literacki dla uczniów szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych na zakończenie bajki i najtrafniejszy dobór brakujących słów oraz plastyczny na zilustrowanie tekstu. Nagrodą w obu kategoriach było wydanie książki ze zwycięskim zakończeniem, opatrzonej zwycięskimi ilustracjami.  
W pierwszej kategorii zwyciężyła Paulina Krajewska, której nazwisko, jako autorki, widnieje przy nazwisku Leszka Kołakowskiego na okładce bajki. Paulina jest uczennicą Zespołu Szkół Plastycznych im. Józefa Brandta w Radomiu. Jej opiekunką jest moja żona, polonistka "Plastyka" Magdalena Kania - Szary. W drugiej kategorii nagrodzone zostały: Katarzyna Krzyszkowska i Aleksandra Kwiatkowska z I Społecznej Szkoły Podstawowej w Radomiu oraz Oliwia Niesieł z PSP nr 18 w Radomiu, Anna Wyciszkiewicz i Pola Skrzek z PSP nr 3 w Radomiu. Ich prace znalazły się zarówno na okładce, jak i wewnątrz książki.
         Akcja bajki rozgrywa się w przestrzeni onirycznej. Głównemu bohaterowi Jackowi śni się ośmiornica. Czerń[1], przewijająca się w tekście i jej semantyka, przywodzi na myśl konotacje, związane ze złem. Tytułowa ośmiornica staje się również symbolem tego, co złe. Być może drugiej, gorszej natury człowieka, ujawniającej się w sennych marzeniach.
Ośmiornica pożera ryby, żaby i meduzy. W związku z tym każdy się jej boi, ucieka przed nią, co sprawia, że czuje się samotna i nie ma przyjaciół. Prosi chłopca, by „wyprowadził ją ze swojego snu” do rzeczywistości. Zabieg ten udaje się bez problemu. Bajkowa bohaterka ląduje najpierw w akwarium, a następnie w wannie. Jacek prosi o pomoc kolegę Łukasza, który początkowo nie może uwierzyć w całą historię. Na tym rękopis Leszka Kołakowskiego się urywa.
Zakończenie Pauliny Krajewskiej opowiada o tym, jak Jacek przyprowadza ośmiornicę do szkoły. Okazuje się, że wszyscy uczniowie przynieśli swoje ośmiornice ze snu. W efekcie wszystkie dziewczęta i chłopcy zostają przez te żarłoczne bestie pożarci i światem zaczynają rządzić setki i tysiące czarnych ośmiornic.
Potwierdzałoby to postawioną tezę, że ośmiornica jest w bajce Kołakowskiego symbolem rozprzestrzeniającego się zła, które opanowuje świat, a zarazem skrywanych przez każdego z nas tajemnic. Zresztą puszczanie przez ośmiornice farby, o którym wielokrotnie mowa w tekście Kołakowskiego, przywodzi na myśl kolokwialny frazeologizm, mówiący o ujawnianiu czegoś, co dotąd było ukryte.
         W „Ośmiornicy” na uwagę zasługują również krótkie wierszyki, zamieszczone zarówno przez samego Leszka Kołakowskiego, jak i w zakończeniu bajki przez Paulinę Krajewską. Oto przykłady:

„Ach, jak źle być ośmiornicą!
Ośmiornicy nikt nie kocha
Ośmiornice wszyscy smucą
Nawet pająk, nawet foka”(…)[2]

(Leszek Kołakowski)

„Złe jesteśmy ośmiorniczki,
Zjemy nawet i księżniczki.
Nic nas przy tym nie powstrzyma,
Ani lato, ani zima[3]”.

(Paulina Krajewska)

      Gorąco polecam tę książeczkę, zarówno mniejszym, jak i większym czytelnikom. Ta dwuadresowość i multigatunkowość literackich utworów filozofa jest znamienną cechą jego twórczości[4].




[1] Więcej o znaczeniu czerni zob. Ryszard Tokarski, Semantyka barw we współczesnej polszczyźnie, Lublin 2004, s. 35 – 76.
[2] Leszek Kołakowski, Paulina Krajewska, Ośmiornica, ITE, Radom 2015, s. 8.
[3] Tamże, s. 15.
[4] O innych bajkach Kołakowskiego pisałem w poprzednich numerach „Guliwera”: o „Kto z was chciałby  rozweselić pechowego nosorożca?” i „Debacie filozoficznej Królika z Dudkiem o Sprawiedliwości” nr 2/2013, s. 5-9;  o „Kluczu niebieskim” i „Rozmowach z diabłem” nr 3/ 2012, s. 27-34 oraz o „13 bajkach z Królestwa Lailonii” nr 1/2010, s. 42 – 46.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Haiku o romantyku

Drugi z moich wczorajszych wpisów na blogu i facebooku był drobnym żartem prima aprilisowym. Niemniej jednak dziękuję wszystkim za gratulacje, miłe komentarze i polubienie wiadomości o nagrodzie za moją bajkową książkę. Mam też nadzieję, że powieściowy cykl o przygodach Majki zostanie kiedyś zauważony i nagrodzony naprawdę. Póki co rzeczywiście pracujemy nad kolejną częścią.
A teraz poważnie. Dziś mija 12. rocznica śmierci Jana Pawła II, który w 1986 roku zainicjował Światowe Dni Młodzieży. Z tej okazji, chciałbym przypomnieć oficjalny hymn zeszłorocznego ŚDM-u, w wykonaniu zaprzyjaźnionych "Guzowianek" tutaj.
Dołączam też moje haiku, wraz z ilustrującym je zdjęciem Izabelli Mosańskiej.


Haiku

Każdy kto choć raz
pomyślał o dniu śmierci
jest romantykiem

Inne haiku, z cyklu astralne i lanckorońskie, dostępne na blogu tutaj

sobota, 1 kwietnia 2017

Siostry

Zdarza się, że moje wiersze stają się piosenkami. Bywa też czasem tak, że piszę teksty piosenek na zamówienie. Jeszcze w okresie szkoły podstawowej pisałem utwory kolegom z osiedlowych grup hip – hopowych, rapowych i do własnego zespołu, w który się wówczas bawiłem, ze znanym dziś Łukaszem Jakóbiakiem. Ale była to raczej zabawa, choć kilka z naszych piosenek znalazło się wtedy na antenie radomskiego radia.
Prawdziwa przygoda, z tak zwaną poezją śpiewaną, zaczęła się w liceum, za sprawą Michaliny Malczewskiej i Krzysztofa Pszczoły, którzy komponowali muzykę do moich wierszy. Jeździliśmy na konkursy, zdobywaliśmy nagrody. Jeden z naszych, wspólnych utworów znalazł się później na solowej płycie Miśki, a do historii przeszedł, napisany przez nas hymn II LO im. Marii Konopnickiej w Radomiu, której jesteśmy absolwentami.
Czasy studenckie to bardzo owocna współpraca z Jakubem Kwintalem, zakończona płytą z naszymi piosenkami, nagraną w studiu radomskiego „Radia Plus”, zatytułowana „Kiedy zasiadam do pianina”. W międzyczasie kilka moich tekstów zilustrował muzycznie nasz kolega Piotr Symela. Potem zaczęła się współpraca z Małgosią Budzyńską. Wspólne wyjazdy na wieczorki. Ja czytałem wiersze, ona śpiewała piosenki do moich tekstów. Współpracę zamknęliśmy projektem „Arkowo – bajkowo” - płytą, na której znalazły się moje bajki, z muzyką Gosi i Andrzeja Zarzyckiego, w dziecięcych wykonaniach.
Ostatnie lata to współpraca z radomską grupą szantową „Kliper”. Wspólne występy z Rafałem Błędowskim, w ramach projektu słowno – muzycznego „Męski rejs”. Ciekawym doświadczeniem była współpraca z Jackiem Telusem. Mój wiersz „Szarość” został przetłumaczony na język niemiecki i tak powstała piosenka „Grau”, której można posłuchać tutaj.
Teraz otwierają się nowe możliwości współpracy. Na prośbę mojego kolegi Rafała Sadowskiego napisałem tekst dla ludowego zespołu „Guzowianki”. Urzekła mnie ich „Lulilanka”, do posłuchania i obejrzenia tutaj oraz utwór „Pod zielonym dębem” tutaj, ze świetnymi tekstami Marka Mioduszewskiego. Zainspirowany linią melodyczną tej drugiej piosenki, napisałem chyba swój pierwszy ludowy tekst o siostrach: Wioli (to ukłon w stronę Wioli Fijałkowskiej – kompozytorki zespołu) i Karusi (którą zastąpiłem tradycyjną w folklorze Kasię) i tak powstał poniższy tekst:          

Siostry

Karusia o szczęściu
wielkim marzyła
o rychłym zamęściu
po nocach śniła

a w tym samym czasie
jej siostra Wiola
szła za rękę z Jasiem
po łąkach polach

Świtem po godzinkach
każdeńkiego dnia
krasna Karolinka
robić w pole szła

W polu ciężka orka
szkli się w słońcu pot
z Jasiem siostra Wiolka
podpierają płot

Gdy Miesiąc zachodził
Karusia szła spać
Jaś do Wioli chodził
by jej buzi dać

Potem wracał drogą
aż szczekały psy
z Karusią nikogo
sama biedna śpi     

Karusi niedoli
wreszcie nadszedł kres
Jaś od Wioli woli
Karusię z nią jest

Do starej matusi
dziewosłęba słał
po rękę Karusi
bo jej wartość znał

Dzisiaj Wiola płacze
w swej izdebce wciąż
gdy z dala zobaczy
Karusię z nią mąż

A Karusia teraz
bardzo szczęśliwa
los daje zabiera
i zmienny bywa

         Podobno muzyka do tekstu już jest. Efekt będzie można usłyszeć w radomskiej „Łaźni” 20 kwietnia, podczas promocji audiobooka z moimi wierszami oraz sześć dni później w radomskiej „Arce”, podczas finału XVIII Regionalnego Konkursu Literackiego. Gościem specjalnym obu imprez będzie właśnie Młodzieżowy Zespół Ludowy – „Guzowianki”.