Niedawno dotarły do mnie dwie książki poetyckie, pięknie wydane przez "Fundację Duży Format". Mowa o "Stanach sierocych" Zuzanny Marciniak i "Zarzewiach" Wiolety Szarwas.
Rzadko piszę na tym blogu o innych autorach i książkach innych niż moje własne. Niektórzy uważają, że wynika to z mojego egocentryzmu. Raczej nie. Chyba po prostu jestem słabym krytykiem i recenzentem tak samo jak słabym jestem poetą i pedagogiem. Ale o książkach Wioli i Zuzi zdecydowałem się wspomnieć chociaż słówko.
Serdecznie polecam Wam oba tomiki. Oba zawierają bardzo dobre, dojrzałe wiersze. To teksty, które zatrzymują i zostają na długo w pamięci.
Oto w "Stanach sierocych" Zuzanny Marciniak mamy wiersze o domach "niepełnych" jak chociażby "zabawki": "uciekł z domu z siną twarzą (...) będzie połykał dziewczyny bez ojców". Albo jak w wierszu "nie odmówię": "czy mogę do ciebie mówić mamo ciociu". To poezja, która porusza, wzrusza i boli.
Podobnie w tomie "Zarzewia" Wiolety Szarwas. Tu znajdujemy wiersze, które już po pierwszej lekturze zaczynają się tlić w naszej pamięci, sercu, duszy. A potem płoną, palą, pieką. Adekwatnie do tytułu książki. Znajdujemy tu wspomnienia Reginy, Zofii, Emilii i Marii, której: "spojrzenie mąciło w głowach". A "nim nastanie jesień" przeczytajcie sami, co się stanie.
Gorąco polecam! Obu Autorkom zawdzięczam dwa ostatnie moje tomiki. Gdyby nie Zuzia nie poznałbym pani Apolonii Maliszewskiej i wydawnictwa "MaMiKo", i pewnie nie byłoby mojej książki "Hilo". A gdyby nie Wiola nie powstałby mój tegoroczny tomik "Hipnagogik". Może i świat literatury byłby lepszy bez tych dwóch moich pozycji. Ale bez "Stanów sierocych" i "Zarzewi" świat poetycki byłby na pewno uboższy. Te wiersze to naprawdę "Duży Format".
