Za nami marcowe spotkanie z Haliną Hnatów, Grupami: "Tygiel" i "Eliksir" w "Resursie Obywatelskiej". Na zaproszenie pani Barbary Sieradz oraz jej córek: Edyty i Anety, a także prof. Krzysztofa Śmiechowskiego odwiedziliśmy także Ludowy Uniwersytet Trzeciego Wieku "Rak" w Jedlińsku, razem z przedstawicielami Grupy "Tygiel". Dziękujemy za oba spotkania. Przed nami jeszcze marcowe spotkanie "Tygla" w "Centrum Arka" oraz "Erato" w Kozienickim Domu Kultury. Świętować będziemy Światowy Dzień Poezji.
A w "Rycerzu Młodych", w numerze marzec-kwiecień, wiersz "Kochanowszczaka", Franciszka Potrzebowskiego - mojego ucznia z wychowawczej klasy. Jestem dumny. W cyklu "Szare eminencje" na "Kozimrynku.online" wiersze Julii Burek. I na portalu kilka moich wierszy.
Dziś Dzień Kobiet, więc w moim cyklu "obSZARY kultury" na "Kozimrynku.online" gości kobieta. Wyjątkowa. Która swoim aparatem fotograficznym utrwala piękne chwile. To była wielka przyjemność rozmowy. A kiedy powiedziałem: "Pani Izo, mówi Pani piękną polszczyzną". Pani Iza odpowiedziała: "A bo ja jestem po polonistyce". Ano właśnie. Zapraszam do przeczytania rozmowy z Izabelą Adamską - fotografką.
Wyciągam z ludzi to, co prawdziwe – rozmowa z fotograf Izabelą Adamską
Skąd u Pani zainteresowanie fotografią?
Fotografia towarzyszy mi od dziecka. Pierwszą „sesję” zrobiłam, kiedy miałam jakieś 10 lat. Oczywiście wtedy wyglądało to zupełnie inaczej – bardziej zabawa niż świadome tworzenie. I co ciekawe, jak większość dziewczynek, marzyłam raczej o byciu modelką niż fotografką.
Naprawdę nie przyszłoby mi wtedy do głowy, że to ja będę stała po drugiej stronie aparatu. Z czasem jednak bardziej zaczęło mnie interesować patrzenie niż bycie oglądaną. Emocje, relacje, to co dzieje się między ludźmi. I tak fotografia została ze mną już na serio.
Czy tak samo fotografuje Pani kobiety i mężczyzn?
Nie do końca. Kobiety zdecydowanie częściej same zgłaszają się na
sesje – chcą zatrzymać moment, zrobić coś dla siebie, poczuć się dobrze w
swoim ciele. I bardzo to lubię, bo możemy wtedy skupić się w 100% na
nich.
Mężczyźni rzadziej przychodzą „dla siebie”. Najczęściej spotykam ich
przy sesjach rodzinnych albo ciążowych – są partnerami, wsparciem,
częścią historii, ale zwykle nie są głównym tematem sesji. I to też jest
w porządku.
Z mojej perspektywy najważniejsze jest to, żeby każdy czuł się naturalnie. Nie zmuszam do pozowania, nie robię z nikogo kogoś, kim nie jest. Po prostu wyciągam z ludzi to, co prawdziwe.
Sesje ciążowe i dziecięce – to chyba największa magia?
To są bardzo wyjątkowe momenty, to prawda. Ciąża to czas ogromnych zmian – w ciele, w głowie, w emocjach. Lubię pokazywać kobiety w tym czasie takie jakie są, jedne są bardziej wrażliwe, czułe, romantyczne, inne są takimi „przyjaciółkami z sąsiedztwa”, inne cenią sobie klasykę, minimalizm, jeszcze inne emanują zmysłowością i robią się odważniejsze, niż przed ciążą. To jest super, że każda z nas jest inna, każda inaczej przeżywa tę ciążę i ten czas oczekiwania, przygotowywania się do macierzyństwa.
Dzieci z kolei są absolutnie szczere. One nie udają. Jak coś im się
nie podoba, to widać. Jak się śmieją, to całym sobą. I to jest
najpiękniejsze.
Dla mnie największą magią jest to, że te zdjęcia z czasem nabierają
jeszcze większej wartości. Po kilku czy kilkunastu latach to już nie
jest „ładna sesja”, tylko kawał historii rodziny.
Sesja, z której jest Pani najbardziej zadowolona? Albo najdziwniejsza?
Najbardziej cieszą mnie te sesje, po których ktoś mówi: „Nie sądziłam, że mogę tak wyglądać” albo „Pierwszy raz podobam się sobie na zdjęciach”. To są momenty, które naprawdę zostają w głowie.
A najdziwniejsze? Każda sesja trochę taka jest – bo zaczynamy przecież jako obcy ludzie, a po chwili już rozmawiamy, śmiejemy się, czasem wzruszamy. Nie wiem, jak to się dzieje, ale bardzo szybko łapię kontakt z ludźmi, których przychodzi mi fotografować i dość szybko, łatwo się przede mną otwierają. I w innej sytuacji, w innym kontekście, niż sesja zdjęciowa, byłoby to po prostu dziwne i mało prawdopodobne, żeby obcy ludzie tak szybko się ze sobą dogadywali, a w tych okolicznościach dzieje się to bardzo naturalnie.
Z którą znaną osobą chciałaby Pani zrobić sesję?
Nigdy chyba jakoś specjalnie się nad tym nie zastanawiałam i przyznam, że nie mam ani takich wizji, ani takich zapędów, żeby fotografować znanych ludzi. A jeśli przed moim obiektywem miałby stanąć któryś z moich idoli, pewnie zemdlałabym z tych buzujących emocji, z sesji byłyby nici.
Myślała Pani o wystawie swoich prac?
Mam już za sobą kilka wystaw indywidualnych i grupowych – jeszcze na
studiach i zaraz po nich. Wtedy tworzyłam bardziej romantyczne,
artystyczne kadry – rozwiane włosy, dużo lekkości, trochę klimatu „jak z
filmu”. To był etap szukania siebie i eksperymentowania.
Dziś tworzę fotografię bardziej użytkową. Taką, która ma żyć w domach.
Zachowywać wspomnienia dla rodzin, być obecna na ścianach, w albumach, w
codzienności. I szczerze? Myślę, że w niejednym domu już odbywa się
mała wystawa moich prac – tylko zamiast galerii są salony, sypialnie i
pokoje dziecięce. I to jest dla mnie najcenniejsze.
Czy fotografia jest poezją?
Pewnie w jakiś sposób tak. Dla mnie to po prostu sposób opowiadania historii bez mówienia. Jedno zdjęcie czasem potrafi przypomnieć zapach, emocje, mówi więcej niż cała strona wypełniona słowami, więc jeśli bierzemy pod uwagę minimalizm formy, a zarazem dużo treści to z poezją fotografia ma sporo wspólnego.
Lubi Pani być fotografowana?
Odpowiem wymijająco – uczę się tego. Za aparatem czuję się zdecydowanie pewniej. Doskonale rozumiem osoby, które mówią: „Nie umiem pozować” albo „Nie lubię siebie na zdjęciach”.
Czy była Pani w Radzyniu Podlaskim?
Nie miałam jeszcze okazji, ale wszystko przede mną.
Czego życzy się fotografowi?
Dobrego światła, zdrowego kręgosłupa i ludzi, którzy ufają fotografowi, a potem polecają go swoim znajomym.
Dziękuję za rozmowę.
źródło: kozirynek.online
