No i mamy maj. W maju na portalu "Kozirynek.online" tradycyjnie dwa moje nowe wiersze, a w cyklu "Szare eminencje" pojawi się twórczość Anny Szemiel. W cyklu "obSZARY kultury" gości natomiast Klaudia Appel. To była wielka przyjemność rozmowy. I wielki zaszczyt. Tradycyjnie zamieszczam naszą rozmowę na tym moim literackim blogu.
![]() |
| Rys. Ola Zasada-Sójka |
Litery są wtyczką do pożądania – z Klaudią Appel rozmawia Adrian Szary
Maj to miesiąc matur. Jak wspomina Pani swoją maturę?
Gdyby ćwierć wieku temu istniał Facebook, pod datą 8 maja 2001 roku zamieściłabym swoje zdjęcie w czarnym długim płaszczu à la Trinity z „Matrixa”, a pod nim wpis: „Wybrałam temat rozpoczynający się od słów z „Innego świata” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego: JEST ZAWSZE MIEJSCE NA NADZIEJĘ. Za kilka miesięcy przeprowadzę się do Krakowa, gdzie stukając obcasami w kocie łby ulicy Gołębiej, wbiegnę z książkami na Uniwersytet Jagielloński, jak przystało na przyszłą nauczycielkę języka polskiego. Taką mam nadzieję”.
Absolwentka polonistyki została jednak dziennikarką.
Czułam, że miłość do literatury nie skończy się przy tablicy. Chciałam czegoś więcej. W tamtym czasie pisałam pierwsze teksty publikowane w „Mieście Kobiet”, poznałam ludzi pióra, którzy namówili mnie na studiowanie Dziennikarstwa w Wyższej Szkole Europejskiej im. Ks. Józefa Tischnera. To była najlepsza decyzja. Nauka podzielona na trzy bloki z praktyką w prasie („Gazeta Wyborcza”), radiu („RMF FM”) i telewizji (TVN).
Później pracowała Pani w warszawskich mediach jako redaktorka, wydawczyni i autorka scenariuszy programów telewizyjnych w TVN, TVP, TV4 i Polsat Café. Jak wspomina Pani tę pracę?
Wszystko działo się lawinowo. Zaraz po studiach trafiłam do telewizji. Zaczęłam w krakowskiej redakcji „Rozmów w toku”, gdzie powierzono mi cykl „Galaktyka, czyli spowiedź VIP-a”, ale też poszukiwałam ciekawych bohaterów, o których opowiedziałam później w reportażu dla magazynu PRESS. Miałam szczęście do ludzi. Szybko przeprowadziłam się do stolicy i wpadłam w dziesięcioletni wir mediów. Najpierw pod skrzydłami Alicji Resich-Modlińskiej współtworzyłam „Pytanie na śniadanie” i dzwoniłam do gwiazd jej formatu „Na wyłączność”.
Następnie redakcja programów „Mała czarna” Kasi Montgomery i „Kobieta Café” Pauliny Młynarskiej, a potem arcyciekawy okres relacjonowania showbiznesowego życia stolicy w roli wydawcy „Zoomu na miasto”. Pisałam scenariusze, prowadziłam castingi w „Dragons’ Den – jak zostać milionerem”, kilka lat spędziłam u boku Jolanty Zwolińskiej – kreatorki marek sukcesu w branży beauty i jako PR manager wprowadziłam luksusowe kosmetyki Yonelle na rynek. I pewnie pędziłabym tak dalej, gdybym pięknego lata 2015 nie zakochała się w poecie i trenerze tenisa w jednym, który został moim mężem i tatą Leona. Będąc mamą, zwolniłam obroty. Na czas urlopu wychowawczego zamieszkaliśmy w artystycznym lofcie dawnej fabryki lnu Stara Przędzalnia i na 6 lat związaliśmy się z Żyrardowem.
To właśnie w Żyrardowie zainicjowała Pani i prowadziła Literacki ŻYRANDOL. Opowiedzmy trochę o tej inicjatywie.
Być może musiałam pojawić się w tym mieście, żeby zrealizować ciągle odkładany pomysł na uruchomienie czytelniczego koła, które jak się później okazało, mocno podświetliło mnie w literackim polu. ŻYRANDOL (nazwa od żyrandola w sali balowej żyrardowskiej Resursy) łączył spotkania autorskie z dyskusyjnym klubem książki. W kręgu siedzieli czytelnicy i pisarze słuchający tego, co na temat ich książek myślą odbiorcy. Ruchem cyrkla „odpalałam” dyskusję i pozwalałam na wybrzmienie głosów wszystkich osób, bez narzucania jakiejkolwiek interpretacji. Wystarczyło stworzyć możliwość polifonii. Różne sposoby myślenia polemizowały ze sobą, odnosiły do siebie. Wszyscy byliśmy ważni. Pisarka / Pisarz na równi z Czytelnikami. Na tym polegał fenomen cyklu.
Które książki „świeciły” najjaśniej?
Inauguracyjne spotkanie dotyczyło mojej ulubionej „Mapy i terytorium” Michela Houellebecqa. Jest w tej książce kapitalny dzwoneczek, który przywołuje mnie do siebie co jakiś czas. Niesamowite, że po tylu latach „grzejnik” francuskiego artysty Jeda Martina ciągle na mnie działa. Szukam prądu w słowach. Jednym z niezapomnianych spotkań było to z Wiktorią Bieżuńską, której debiut „Przechodząc przez próg, zagwiżdżę” zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Przegadałyśmy pół nocy w hotelowym pokoju! Często wracam pamięcią do inspirującej Kasi Michalczak i zabawnej Ishbel Szatrawskiej. Generalnie z książek wydawnictwa Cyranka wyskakują kukułki zachwytu. Czytelnicy miło wspominają rozmowy z Tomaszem Stawiszyńskim (o bezradności), z Filipem Zawadą (o wstydzie), z Radkiem Rakiem (o motylach), z Witem Szostakiem (o zmysłowości), z Natalią Szostak (o frajdzie), z Jakubem Zającem (o autentyczności) i Grzegorzem Bogdałem (o budowaniu postaci).
Po przeczytaniu książki „Pusty przelot” Daniela Odiji długo myślałam o tym, że rodzina przypomina szeregowo połączone lampki choinkowe i kiedy jedna się psuje, następuje awaria całego łańcucha. „Halny” Igora Jarka nie przestaje wiać w mojej głowie. Nie ulatnia się zapach kawy wypitej z Tomaszem Różyckim i jego „Złodziejami żarówek”. Nie gaśnie wzruszenie po rozmowie z Krzysztofem Bieleckim o mamie, która „Zsunęła się z krzesła”. No i ukochana pisarka Zyta Rudzka! Porównała mnie do swojej Wery i spowodowała, że inaczej spojrzałam na rubaszny język.
Dlaczego zrezygnowała Pani z prowadzenia ŻYRANDOLA?
Bo obok literackiej karuzeli kręciła mnie ta psychologiczna. Odeszłam z etatu w Centrum Kultury i w 2023 roku założyłam własną firmę APPLAUD organizującą eksperckie warsztaty. Uruchomiłam psychologiczny PRZĘŚLIK, biznesowe HER POWER i MENTOWER, spotkania dla mam OŚMIORNICA i ekologiczne wyLOFTówki w Lofcie nr 8, gdzie również powstał cykl podcastów #CLIPPINGS, moich rozmów opartych na tytułowych wycinkach z gazet, fragmentach książek i screenshotach z sieci.
Od lat APPELuje Pani: „Czytajcie książki!”. Co Pani poleca?
Po pierwsze: Miki Liukkonen i jego „O (albo uniwersalny traktat o tym, dlaczego sprawy mają się tak, a nie inaczej”. Po drugie: „Solenoid” Mircei Cărtărescu. Warto było zarywać noce i szukać wygodnych pozycji z potężnymi książkami w dłoniach.
Aktualnie pochłaniam wszystko o erotyzmie. Jeśli interesuje mnie jakiś temat, wchodzę głęboko, a im dalej w las, tym więcej drzew. Georges Bataille był „zapalniczką”, resztę dołożyłam do ognia sama. Mam w domu ponad 6 tysięcy książek. W ciekawym procesie przetasowania kart teraz jestem. Po latach kompulsywnego czytania, zmęczyłam się cudzymi słowami i wróciłam do polerowania tekstu własnego.
Zdradzimy, o czym będzie Pani książka?
Najkrócej mówiąc, o obsesji. W tym momencie nawet nie piszę, a destyluję. Z nagromadzonego przez dwie dekady materiału wyciągam ekstrakty. Czas dobrze robi słowom, dlatego nie spieszę się z esencją. Muszę jednak uważać przy zabawie, bo dotykam delikatnej materii. Litery są wtyczką do pożądania. Usiłuję opisać ten enigmatyczny stan. Ze wstydem. I bezwstydem.
Czy była Pani kiedyś w Radomiu lub Radzyniu Podlaskim? Ma Pani jakieś skojarzenia z tymi miastami?
Radom to absolutny link do Witolda Gombrowicza. Jestem wielką fanką Festiwalu „Opętani literaturą”. Dawno temu, w drodze z Warszawy do rodzinnej Dąbrowy Górniczej, zatrzymałam się ze znajomymi nad rzeką Mleczną. Pamiętam, że czytałam wtedy czasopismo „Chimera”. W Radzyniu Podlaskim jeszcze mnie nie było. Do czerwonego kalendarza Moleskine wpisuję plan zwiedzenia barokowego Pałacu Potockich.
Ma Pani już plany na nadchodzące wakacje?
Lato zapowiada się pracowicie. Aktualnie mój czas pochłania duży projekt Akademia ShareOKO dla osób z dysfunkcją wzroku, który umożliwia słabowidzącym i niewidomym udział w kompleksowych warsztatach, m.in. w prowadzonych przeze mnie zajęciach dziennikarsko-literackich #Czytaj i #Pisz. Na szczęście dobrze rozkładam akcenty i sporo czasu zaplanowałam na relaks z rodziną.
Czego Pani życzyć?
Zdrowia. Wszystko co w życiu ważne, już mam.
Piękna puenta rozmowy. To tego życzymy, dziękując za tę przesympatyczną wymianę zdań.
źródło: Kozirynek.online
A w "Rycerzu Młodych", w mojej stałej, literackiej rubryce, w numerze maj-czerwiec wiersz, nadesłany przez Barbarę Felczak. Przed nami w maju jeszcze spotkania Grup: "Tygiel" i "Erato", kolejna promocja antologii "Dojrzałość" i wywiad z Elwirą Dzikowską, w ramach cyklu: "Ludzie-pasje-sukcesy" dla internetowej telewizji "ObiektywnieTV". Więcej szczegółów już wkrótce na tym literackim blogu.
A już jutro zapraszamy do "Resursy" na spotkanie z Hanną Fołtyn, w ramach cyklu "Rozmowy o poezji (nie) tylko radomskiej".
