literacki blog Adriana Szarego

wtorek, 31 grudnia 2013

Ubi tu ibi ego

          Z najlepszymi życzeniami Szczęśliwego Nowego Roku 2014, przypominam jedno z moich apokryficznych opowiadań ze zbioru „Pierwodruki i przedruki”.
       „Ubi tu ibi ego”. Gdzie ty, tam ja. Każdego roku...

Ubi tu ibi ego

         Kiedy otworzyłem oczy ujrzałem kobietę. Zauroczyła mnie. Spałem gdy Bóg postawił ją na mojej drodze, więc nie do końca wiedziałem czy jest ona marą senną, czy już przestałem śnić. Spytacie pewnie skąd wiedziałem, że jest to dzieło Stwórcy? Otóż owa osoba była tak doskonała, jak wszystko to, co otaczało mnie w Edenie, a co także pochodziło od Niego. Więcej, była idealnie piękna, bo łączyła w sobie wszystkie te idee piękna, które obserwowałem w świecie przyrody. Jej włosy zdawały się być splecionymi promieniami słońca, oczy błękitnym jeziorem, a cała postać skałą usypaną ze złocistego piasku. Istotnie, nie pomyliłem się. Wiele razy później byłem świadkiem, jak odchodząc zabiera mi słońce, jak podczas płaczu w jej oczach przepełniają się wody jeziora, w którym tak lubiłem się przeglądać, a gdy nie było jej przy mnie, runęła skała, w której miałem oparcie. Gdzieś w głębi duszy czułem, że jest częścią mnie, że bez niej czegoś mi brakuje.
        I rzeczywiście, mogłem rzucić wszystko, byle tylko móc być z tą kobietą. Byłem także gotowy uczynić wszystko, czego tylko zapragnie. Nie musiałem nawet długo czekać. Któregoś dnia poprosiła, bym zjadł owoc z drzewa, z którego Bóg wprowadzając nas do Edenu, zabronił nam spożywać. Powiedziała, że jeśli to dla niej zrobię, nigdy mnie nie opuści, zawsze już będziemy razem. Bez chwili namysłu zakosztowałem owocu.
       Potem sprawy potoczyły się bardzo szybko. Bóg w swej sprawiedliwości ukarał nas za ten czyn i wygnał z Edenu. Pamiętam, długo płakałem ze strachu, co ze mną teraz będzie. Ona przytuliła mnie mówiąc: „Ubi tu ibi ego”. Tłumaczyła, że wiele jej zawdzięczam, bo pozwoliła mi poznać dobro i zło.
       Łkając usnąłem...Kiedy otworzyłem oczy jej już nie było. Pojąłem w końcu czym był dla mnie Eden. Moją myśl zapisał później Marek Twain: „Gdziekolwiek była ona, tam był raj”.