literacki blog Adriana Szarego

piątek, 15 lipca 2016

Dzień Świętego Swithina


Dzień Świętego Swithina


A ja nikomu tak nie wierzę
nikomu aż tak nie zaufam

i tyle chciałbym ci powiedzieć
a tylko ty potrafisz słuchać

15 lipca 2016 roku

środa, 13 lipca 2016

Jak motyle...

    Ostatnio miałem przyjemność pisać wstępy do poetyckich książek Izabelli Mosańskiej i Magdaleny Krzesickiej. Dziś na blogu kilka słów o poezji Grażyny Cieślik, z myślą o wstępie do jej planowanego tomiku:

Jak motyle…

W codziennym krzyku, w natłoku spraw i informacji jest szansa na wyciszenie, na usłyszenie „szeptów motyla”. Zapewnia to tomik radomskiej poetki Grażyny Cieślik.
Książka jest obszernym zbiorem tekstów, zróżnicowanych gatunkowo i tematycznie. To swoista silva rerum. Wychodzimy w niej od wierszy o kwiatach, motylach i porach roku, przez teksty z motywami angelologicznymi i demonologicznymi, aż po dojrzałe, szalenie osobiste erotyki, które w tym tomie najbardziej przykuły moją uwagę. Całość zamykają utwory okolicznościowe, patriotyczne i sakralne, a jeśli ktoś nie lubi patosu, napuszonej liryki, jako swoisty bonus, dostanie kilka żartobliwych fraszek.
Istotną cechą tego tomiku jest ewolucja jego autorki. Z każdym wierszem dojrzewa, przeobraża się w motyla i zmienia swoje barwy jak typowa kobieta. Tak bowiem pisze poetka w jednym ze swych wierszy:

         Serce kobiety
jest dziwnym tworem
inne jest rano
inne wieczorem (…)

Po lekturze książki Grażyny Cieślik – „Szepty motyla” przypomniał mi się stary szlagier Ireny Jarockiej – „Motylem jestem”, którego fragment zapożyczyłem do tytułu niniejszego wstępu. Oto cytat z piosenki:

Jak motyle, jak motyle,
wzlećmy jeszcze choć na chwilę (…)
Wzlećmy raz pod niebo jeszcze,
nie spotkamy się już więcej, nigdy,
kolorowe sny rozwieje wiatr,
zatrze czas (…)

Dzięki poezji Grażyny Cieślik mamy szansę, chociaż na chwilę, wzbić się pod niebo, spotkać z jej prywatnym, kolorowym światem marzeń, wspomnień zanim zatrze je czas. Jak motyle…

wtorek, 5 lipca 2016

Jeden dzień

Jeden dzień

notatki na marginesach powieści
Davida Nichollsa

Kiedy spotkamy się tu, za rok, nadal będę cię kochał,
A i ty może wówczas zmienisz zdanie na mój temat.

Rok to dostatecznie dużo czasu, kiedy się na coś czeka.
Od kilku lat jesteś jedyną osobą, o której pamiętam,

Lecz ja jestem jedyną, o której wolałabyś zapomnieć.
I nie wiem, czy ktoś kiedyś naprawdę umarł z miłości.

Nawet, jeśli się nie spotkamy, tu, za rok, o tej porze…
Ale przecież się spotkamy, prawda? Obiecaj, że się spotkamy.

5 lipca 2016 roku