literacki blog Adriana Szarego

wtorek, 27 września 2016

Portrety Adriana Graya

rys. Olga Stodulska

niedziela, 25 września 2016

Budzisz kulturę

        W piątek odbył się benefis 30-lecia pracy twórczej mojego przyjaciela Michała Budzisza. Miałem przyjemność prowadzić z nim rozmowę o radomskiej kulturze, przypomnieć napisany niegdyś dla niego wiersz „Trzy po trzy”, obecny na tym blogu, a przede wszystkim napisać wstęp do okolicznościowego katalogu, który zamieszczam poniżej:

Budzisz kulturę

         Gdybym miał go określić trzema słowami, napisałbym: Michał Wojciech Budzisz. W dwóch słowach, powiedziałbym mu: „Budzisz kulturę”. W jednym, nazwałbym go” Budzikiem”. Tak zresztą bywa nazywany w artystycznej branży.
Kilka słów biografii. Michał Budzisz urodził się w 1962 roku, w Radomiu. Szpital św. Kazimierza, w którym przyszedł na świat, opisała sama Hanna Krall w książce „Zdążyć przed Panem Bogiem”.
Zainteresowanie plastyką przekazał mu już w Szkole Podstawowej nr 13 i podczas zajęć w Młodzieżowym Domu Kultury nauczyciel, artysta plastyk Jerzy Jarzyński. Przez wiele lat uczęszczał do Państwowego Ogniska Plastycznego. Jest absolwentem policealnej szkoły zawodowej w zakresie projektowania i dekoracji wnętrz. W latach 1985 – 1995 był członkiem kabaretu „Fajf”.
Zawodowo związany ze Spółdzielnią Projektowania i Usług Inwestycyjnych „Inwestprojekt”, a od 1993 roku, najstarszy stażem, pracownik Radomskiego Klubu Środowisk Twórczych i Galerii – „Łaźnia”. Projektuje i wykonuje scenografię różnych imprez miejskich, zajmuje się również ilustracją książkową, plakatem i grafiką reklamową. Uczestnik wielu ogólnopolskich plenerów malarskich i wystaw. Prywatnie mąż Katarzyny oraz ojciec Agnieszki i Macieja.
Dla mnie Michał Budzisz to legenda radomskiej kultury. Przede wszystkim świetny Kolega, wspaniały Artysta, który potrafi w kilka minut wyczarować „coś” z „niczego”. Człowiek, który szanuje innych ludzi bez względu na to, czy są gwiazdami wielkiego formatu, czy występującymi pierwszy raz na scenie amatorami.

zwany przez Michała Budzisza Kolorowym”

wtorek, 20 września 2016

Szary

      Nazywam się Szary. Moje nazwisko jest równie nietypowe jak imię. Osobiście jednak bardzo je lubię, podobnie jak i samą barwę szarą, która zwykle przeważa w kolorystyce mojego ubioru.
       Jak czytamy w Słowniku symboli, pod redakcją Władysława Kopalińskiego: „ludzie, lubiący barwę szarą są jakoby konserwatywni”, co w moim przypadku nawet by się zgadzało.
      Z tego samego leksykonu dowiadujemy się, że szarość jest symbolem starości, siwizny, pokuty, pokory i smutku. Kolor szary jest także znakiem mądrości, nudy, jednostajności i przeciętności. W chrześcijaństwie to barwa Wielkiego Postu oraz żałoby. Na średniowiecznych wizerunkach Sądu Ostatecznego Chrystus króluje w szarym płaszczu.
      Barwa ta posiada w języku polskim bardzo bogatą frazeologię, np.: szara godzina, szara eminencja, szary człowiek, szary koniec, szara strefa czy szare komórki. Wiele z tych frazeologizmów wykorzystałem w autorskim wierszu „Szarość”. 
          Utwór dostępny wśród wierszy tutaj.


Źródło: CV, Radom 2011.  

wtorek, 13 września 2016

Postimieninowy post

      Mam na imię Adrian. W czasach, w których mi je nadano, było bardzo mało popularne. Zresztą do dziś w kalendarzach pojawia się niezmiernie rzadko. Pod datą 8 września, kiedy obchodzę dzień imienin, nie wiedzieć czemu, widnieje jedynie jego żeński wariant Adrianna, a o ile mnie gramatyczna intuicja nie myli, droga derywacji jest odwrotna. To od męskiego imienia powstają odpowiedniki żeńskie. Cóż, być może to jeszcze jeden z przejawów emancypacji.
       Pamiętam, że w szkole podstawowej byłem jedynym Adrianem. Sytuacja zmieniła się dopiero w liceum i na studiach, kiedy do grona znajomych dołączyli także moi imiennicy. Skoro zatem jest to tak mało znane imię, może warto wspomnieć parę słów o jego pochodzeniu i cechach charakteru, przypisywanych osobie, która je nosi.
      W Słowniku imion, pod redakcją Jana Grzeni, czytamy, że imię Adrian wywodzi się z łaciny. Przydomek Hadrianus, utworzony był od nazwy starożytnego miasta Hadria (lub Adria) i oznaczał kogoś, kto z niego pochodził. W dawnych polskich dokumentach pojawia się w 1225 roku, właśnie w łacińskiej formie: Adrianus. Nosił je cesarz rzymski Hadrian, a nawet sześciu papieży. Jak więc widać, imię to o iście cesarskim rodowodzie implikuje dynamiczną osobowość jego nosiciela i wrodzone zdolności przywódcze, a także odwagę, intuicję, systematyczność i chęć niesienia pomocy innym.
      Warto też wspomnieć, że św. Adrian czczony był w średniowiecznej Francji jako patron od nagłej śmierci. Jeśli zaś mowa o świętych, to z kolei moje drugie, nadanie mi podczas chrztu, imię jest imieniem jednego z Ewangelistów – św. Łukasza. Przyznam jednak, że bardziej wolę pierwsze, za drugim imieniem nie przepadam i używam go jedynie w bardzo oficjalnych dokumentach.
     Gdybym sam miał sobie nadać imię, zresztą skorzystałem z tego przywileju podczas wyboru imienia w sakramencie bierzmowania, ochrzciłbym się imieniem mojego ulubionego świętego – Antoniego z Padwy, który czczony jest w Polsce, jako święty, pozwalający odnaleźć zagubione rzeczy. Poświęciłem mu jeden ze swoich wierszy - „Święty Antoni”, wydany w antologii „Nowa Teoria Literatury Użytkowej” i zamieszczony na tym blogu. To taka moja poetycka modlitwa, żebym się nigdy nie pogubił...

Źródło: CV, Radom 2011. 

wtorek, 6 września 2016

Quo vadis, Gombrowicz?

      Ostatnie dni przyniosły kilka interesujących wydarzeń. Przede wszystkim ruszył kolejny rok szkolny. Jest to szczególny, bo dziesiąty rok mojej pracy w tym zawodzie. Wciąż kocham ten job i znów jestem „facetem z klasą”. Uroczystej inauguracji roku towarzyszyło otwarcie nowego skrzydła ZSO nr 6 im. Jana Kochanowskiego w Radomiu.
      Weekend upłynął pod znakiem dwóch pisarzy Sienkiewicza i Gombrowicza. W całej Polsce czytane były bowiem fragmenty powieści „Quo vadis”, a w Radomiu dodatkowo fragmenty „Dzienników” Gombrowicza, w związku z trwającym festiwalem „Opętani literaturą”. I chociaż na temat twórczości Sienkiewicza mam to samo zdanie, co Gombrowicz, miło było po raz kolejny wziąć udział w tak zaszczytnej akcji jak Narodowe Czytanie i znaleźć się w tak zacnym gronie czytających jak: wiceprezydent Radomia Konrad Frysztak, radna Magdalena Lasota, dyrektor Wydziału Kultury Urzędu Miejskiego Sebastian Równy, aktorka Teatru Powszechnego Iwona Pieniążek, przedstawicielka policji Kamila Adamska, animatorka kultury Karolina Skrzek, nauczyciel Jarosław Basaj, artysta plastyk profesor Andrzej Markiewicz, dziekan Wydziału Sztuki Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego oraz Marcin Rusek, reprezentujący „Łaźnię”, której serdecznie dziękuję za zaproszenie do tego przedsięwzięcia.
    W sobotę uczestniczyłem w dyskusji krytyków i pisarzy, nominowanych do pierwszej edycji nagrody im. Witolda Gombrowicza. Gala wręczenia nagrody odbyła się dzień później. Ze względu na wysoki poziom książek Kapituła zdecydowała przyznać Nagrodę imienia Gombrowicza dwóm autorom: Maciejowi Henowi za powieść „Solfatara” i Weronice Murek, autorce opowiadań „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”. Tę drugą książkę mam już w swojej domowej biblioteczce, z dedykacją autorki, i właśnie zacząłem ją czytać. Galę zakończył znakomity koncert Grzegorza Turnaua.
        Razem z rokiem szkolnym i sezonem artystycznym powróciły też prowadzone przeze mnie arkowe warsztaty literackie i zajęcia teatralne, prowadzone przez Karolinę Skrzek. Najbliższe spotkanie już w środę. Serdecznie zapraszam!