literacki blog Adriana Szarego

wtorek, 30 lipca 2013

Credo. Częstochowa

        Dziś rano byłem gościem radomskiego "Radia Plus". Rozmowa, która wyemitowana zostanie 15 sierpnia, dotyczyła poezji religijnej. Ogarnęła mnie refleksja, że w zasadzie niewiele utworów w moim równie niewielkim dorobku literackim dotyczy spraw wiary. W debiutanckim tomiku poetyckim "Wianek z myśli" znalazł się iście barokowy, konceptystyczny wiersz "Credo", inspirowany piosenką Johna Lennona "God":   

Credo

Nie wierzę w niebo ani ziemię
nie wierzę w ludzi nawet w siebie
nie wierzę w marazm ani czas
nie wierzę w miłość ani w nas
nie wierzę w noce ani dni
nie wierzę w uśmiech ani łzy
nie wierzę w śmierć na końcu dróg
ale we mnie wierzy Bóg
   
        W tej samej książce opublikowany został, napisany nieco później, utwór "Częstochowa", który dzięki muzyce Jakuba Kwintala stał się piosenką, zamieszczoną na płycie "Kiedy zasiadam do pianina". Notabene nagrywaliśmy ją ponad dziesięć lat temu właśnie w studiu radomskiego "Radia Plus".  
        Za tydzień do Częstochowy - szczególnego miejsca maryjnego kultu wyruszą tłumy pielgrzymów. Z myślą o nich już dziś na moim blogu przypominam, wspomniany wiersz:

Częstochowa

Często chowa
twarz surowa
miłość wielką
wiarę wszelką
i nadzieję
czemu tak się dzieje

Chowa często
serca męstwo
objawienie i męczeństwo
euforię i szaleństwo
ukrywa je wciąż 
przed światem
dlaczego jesteś Piłatem

Często chowa
dobre słowa
szlak upadków
bojąc się świadków
tych co są w pobliżu
widzą cię wisisz na krzyżu   

niedziela, 28 lipca 2013

Charlotte & Czarnobrody

          Dostałem, od mojego kolegi Rafała Błędowskiego - lidera radomskiej grupy szantowej "Kliper", książkę na temat piratów.
        Szczególnie zainteresowały mnie dwie postacie. Pierwsza z nich to Charlotte de Berry, która jak głosi legenda po wstąpieniu w męskim przebraniu do angielskiej marynarki wojennej przejęła władzę na statku i kierowała serią napadów wzdłuż Wybrzeża Gwinejskiego w Afryce. Druga to Edward Teach zwany Czarnobrodym - niezwykle okrutny, nieszczęśliwie zakochany pirat, który zginął w tragicznych okolicznościach. 
       Obie historie zaowocowały żeglarskimi piosenkami: "Charlotte" i "Czarnobrody", które z muzyką Rafała usłyszeć będzie można już jesienią. Póki co zamieszczam na blogu oba teksty, które doskonale korespondują z wakacyjnymi wyjazdami nad morze, podczas których przyjemnie jest słuchać tego typu pirackich legend.

Charlotte

Oto słowa są legendy
jak los karze ludzkie błędy

żyła niegdyś cud dziewczyna
o imieniu Karolina

Na liście dziewczęcych marzeń
był dzień na Madagaskarze

wyprawianie się nocami
na grabieże z piratami

I co się dość rzadko zdarza
chciała męża mieć korsarza

pijać grog - piracki trunek
i pójść na własny rachunek

Gdy pytała tatę mamę
czy wyjść może za pirata

ojciec dawał czarną plamę
krzyczał w gniewie koniec świata

Wciąż przeganiał kawalerów
chcąc ratować swą rodzinę

całuj córkę kanoniera
a nie moją Karolinę

Obracają się zegarki
płyną szybko ludzkie losy

Karolcia do marynarki 
wstępuje ścinając włosy

Ucieka nocą z mieszkania
nie zważając na kłopoty

przywdziewa męskie ubrania
imię Charles - skrót od Charlotty

Przejmuje władzę na statku
nie wie o rychłym upadku

gdy wybrzeży już dosięga
zjawia się morski włóczęga

Koniec szczęścia od tej pory
słyszy okrzyk spuść kolory

I choć walczy bardzo dzielnie
pirat strzela do niej celnie

zrywa żagle z zemstą wilczą
Lotta ginie zmarli milczą

Ojciec płacze na jej grobie
los mi zabrał ją ze świata

od tej pory nie ma kobiet
co chcą bawić się w piratów

A mężczyźni co w rejs płyną
i o pięknych damach marzą

spotkają się z Karoliną
gdy pod wodę skryją twarze


Czarnobrody

Posłuchaj o Czarnobrodym
o piracie bardzo młodym
co siał postrach nieustanny
na statku Królowej Anny

Ten flagowiec niewolniczy
ponad czterdzieści dział liczył
nabijano je gwoździami
i kolcami i śrubami

Bowiem pirat miał w nawyku
szatkować swych przeciwników
kiedy się pojawiał nagle
niszczył statki zrywał żagle

Strzelał z sześciu pistoletów
aż pokochał cud kobietę
zaręczoną już z żeglarzem
co mu pierścień dała w darze

Czarnobrody łzę uronił
odciął rywalowi dłonie
w zemście wysłał ukochanej
która szybko zmarła z żalu

Biesiadował jak należy
na swej wyspie i w swej wieży 
nie wiedząc że straci berło
na okręcie zwanym Perłą 

Głowa jego na bukszprycie
uleciało z niego życie
które niech będzie przestrogą
dobrzy ci co kochać mogą 


niedziela, 21 lipca 2013

Bal (fragment)



Młoda dziewczyna wbiega w czerwonym płaszczu do niewielkiego, przytulnego mieszkania. Patrzy na zegarek, noszony na ręku i wykrzykuje zakłopotana:


Cholera, spóźnię się. Na pewno się spóźnię, już 17.00! Była taka kolejka i takie opóźnienie u tego fryzjera, że szok! Człowiek umawia się na konkretną godzinę, a tutaj… Proszę jeszcze poczekać… jeszcze chwilę, już zaraz…

ściągając płaszcz:

A potem może się Pani kawki napije, może herbatki…

zdenerwowana:

Gdybym się chciała napić kawki, to poszłabym do kawiarni, tak?! A nie do fryzjera. Był kiedyś taki dowcip. Przychodzi policjant do biblioteki i mówi chciałbym coś takiego głębokiego, mocnego… Może Kafka? – przerywa mu bibliotekarka – a nie dziękuję, już dzisiaj jedną piłem.

uśmiecha się:

I podobnie jest z tymi fryzjerami… Więc najpierw kawka, a potem to zagajenie rozmowy głupimi pytaniami: „Jak ma Pani na imię?”  Karolina – odpowiadam.
„Katarzyna? Piękne” - mówi on. Karolina! – krzyczę zdenerwowana, tym, że musiałam tyle czekać, jednocześnie przekrzykując suszarkę, pracującą przy kliencie obok.  „Ach, Karolina. Przepraszam. Straszny dziś hałas. Przepiękne.” Akurat – myślę – dopiero podobało mu się Katarzyna. A on nawija dalej tę głupawą gadkę – „Wiesz, Karolina to moje ulubione imię”. Zapewne mówi tak każdej młodej dziewczynie, bo liczy, że albo się z nim umówi, albo da mu większy napiwek. Ja wysiadam. Chcę tylko, żeby zrobił mi fajną fryzurę i nie daję żadnych napiwków, ani nie spotykam się z fryzjerami. Hello… Zwłaszcza tak lalusiowatymi jak ten.  Jeszcze nie oszalałam. Niechżesz on już robi mi te włosy.  I tak mam bardzo mało czasu.


Ale nie, no nie, zanim zabierze się do strzyżenia, teraz on mi się będzie przedstawiał.
„A ja jestem Patryk”. Też ładnie, odpowiadam, ze sztucznym uśmiechem, żeby nie robić mu przykrości. „Czy możemy sobie mówić po imieniu? Będzie przyjemniej” – mówi on „Jak komu” – szepcze ironicznie pod nosem, tak by nie słyszał i odpowiadam – „Ależ oczywiście”, z  nadzieją, że zabierze się w końcu do strzyżenia.

ironicznie:

Wreszcie zanurza swoje ręce w moje włosy i mówi: „Masz piękne włosy, Karolinko, piękny rudy kolor”. Dziękuję – rzucam kurtuazyjnie, a w duchu nie zgadzam się z jego opinią. To fakt, że odkąd przefarbowałam włosy na rudy kolor, faceci zwracają na mnie jakby większą uwagę. No, ale za to przybyła mi nowa ksywka, w szkole, wśród znajomych, nawet w domu. Wszyscy wołają na mnie: Ruda. 
siada przed lustrem:

Jak to jest, że za brunetką nikt nie krzyczy „E, bruneta, chodź no tu!”, za blondynką też dość rzadko, za to „Ruda, zrób to”, „Ruda, zrób tamto” jest na porządku dziennym. Co to Ruda, to jest napis na dropsach, czy co?!

patrzy w lustro, poprawia włosy i uśmiecha się ironicznie:

A przecież mój nowy kolega, fryzjer Patryk powiedział, że mam takie piękne imię. Karolina. Śmiech. Pewnie już mało kto o nim pamięta. Wszyscy tylko Ruda i Ruda.

ogląda włosy

W sumie niewiele mi zrobił ten Patryczek. Trochę podciął końcówki, wymodelował… i wziął tyle kasy.

A swoją drogą, chyba się przefarbuję. Po Maturze… Na blond… Hm… To by było coś… Chociaż z drugiej strony, kiedyś zmieniłam kolor włosów i niewiele to zmieniło w moim życiu. Tego dnia każdy wołał za mną, z niedowierzaniem: „Ruda to Ty?” Ja już nie jestem Ruda, jak widać – odpowiadałam wściekła. "Eee, dla nas zawsze będziesz Ruda" – mówiły koleżanki. Więc chyba nie ma sensu zmieniać tego koloru, przyzwyczaiłam się już (...).  

 Sylwa 2013.
 

niedziela, 14 lipca 2013

Ad Memoriam

       Po raz pierwszy bliżej zainteresowałem się życiem i twórczością Leszka Kołakowskiego przy okazji jubileuszu 95-lecia II Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Konopnickiej w Radomiu, w którego obchodach w 2006 roku uczestniczyłem jako absolwent tej szkoły. Wtedy dowiedziałem się, że wśród grona najwybitniejszych byłych uczniów tej placówki znajduje się profesor Leszek Kołakowski. Niestety, pomimo zaproszenia wystosowanego przez dyrekcję i grono pedagogiczne II LO nie udało się wówczas przybyć profesorowi do Radomia. Przysłał za to bardzo miły, przyjacielski i wzruszający list, będący wspomnieniem lat szkolnych.
       Profesor Kołakowski przyjechał do Radomia rok później, z okazji 80-lecia swoich urodzin. Rozpoczynałem wówczas studia doktoranckie w Instytucie Filologii Polskiej na Uniwersytecie Marii Curie – Skłodowskiej w Lublinie i obowiązki nie pozwoliły mi uczestniczyć w tej uroczystości. Nie przypuszczałem jeszcze wtedy, że moją pracę doktorską zdecyduję się poświęcić literackiej twórczości Leszka Kołakowskiego. Miałem zupełnie inne plany naukowe i muszę przyznać, że nie wiedziałem nic o tej pozafilozoficznej dziedzinie prac wybitnego radomianina.
      Na trop bajek autorstwa Leszka Kołakowskiego skierowała mnie dopiero moja żona, która oglądając wystawę prac dyplomowych absolwentów Zespołu Szkół Plastycznych im. Józefa Brandta w Radomiu, gdzie notabene kiedyś pracowałem jako polonista, trafiła na ilustracje do „13 bajek z Królestwa Lailonii”. Było to kilka miesięcy po I Radomskim Festiwalu Filozofii – „Okna” organizowanym przez Resursę Obywatelską ze specjalnym udziałem córki profesora – Agnieszki Kołakowskiej, podczas którego prowadziłem dla młodzieży warsztaty literackie.
    W tym okresie pracowałem jako nauczyciel bibliotekarz Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 4 im. Polskich Olimpijczyków w Radomiu. Placówka uczestniczyła w projekcie poświęconym profesorowi Leszkowi Kołakowskiemu, dlatego bez trudu znalazłem w zasobach bibliotecznych takie jego książki jak: „Mini wykłady o maxi sprawach”, „O co nas pytają wielcy filozofowie” i owe „13 bajek z Królestwa Lailonii”. Zacząłem bliżej zajmować się życiem i twórczością Leszka Kołakowskiego, zwłaszcza tą mniej znaną, literacką. Z dużym zainteresowaniem sięgnąłem po „Klucz niebieski”, „Rozmowy z diabłem”, „Kto z was chciałby rozweselić pechowego nosorożca?”, czy „Debatę filozoficzną Królika z Dudkiem o Sprawiedliwości”. Efektem lektury wspomnianych dzieł filozofa była decyzja o podjęciu w pracy doktorskiej rozważań nad twórczością literacką Leszka Kołakowskiego.
        Dnia 17 lipca 2009 roku około południa zadzwonił do mnie kolega z wiadomością, że zmarł profesor Leszek Kołakowski. Początkowo nie mogłem uwierzyć. Szybko włączyłem telewizor i kiedy informacja ta potwierdziła się, dotarło do mnie, że straciłem szansę na choćby korespondencyjny kontakt z profesorem, na który gdzieś w duchu liczyłem. W przygotowania II Radomskiego Festiwalu Filozofii – „Okna” im. Leszka Kołakowskiego włączyłem się już znacznie aktywniej, a przede wszystkim bardziej świadomie. Drugiego dnia wygłosiłem w Resursie Obywatelskiej wykład na temat świata wartości w bajkach Leszka Kołakowskiego. Udało mi się też porozmawiać z obecną na festiwalu córką profesora – Agnieszką Kołakowską, która podpisała mi książki swojego ojca. Od tego czasu badam życie i twórczość tego wybitnego myśliciela, co zaowocowało wieloma naukowymi artykułami.
    W pierwszą rocznicę śmierci filozofa, w 2010 roku, napisałem krótki wiersz dedykowany pamięci Leszka Kołakowskiego, pt.: „Notatki z filozofii”, złożony z cytatów z jego prac. Tekst ten znalazł się w „Miesięczniku Prowincjonalnym”, a następnie w mojej drugiej książce poetyckiej „CV” i prezentowany był podczas imprezy „Filozoficzny stand – up”, w ramach III Radomskiego Festiwalu Filozofii – „Okna” 2011 oraz w 2012 roku podczas otwarcia wystawy Honorowi Obywatele Miasta Radomia – Profesor Leszek Kołakowski, w moim obecnym miejscu pracy, czyli Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 6 im. Jana Kochanowskiego w Radomiu. W 2013 roku uczniowie tej szkoły, zrzeszeni pod szyldem „Szary Project”, skomponowali muzykę do tego utworu. Premiera piosenki odbyła się podczas jednego z wieczorów literackich w radomskiej „Łaźni”.
     Wspominam postać Leszka Kołakowskiego na trzy dni przed czwartą rocznicą jego śmierci. Swój wpis kończę cytatem, zamykającym przywoływane „Notatki z filozofii”:
 
(...)

na grobie 
kwitnie kwiat
nasturcji

Kapłan i Błazen
został wśród 
znajomych

otóż i cała
metafizyka
kompletna krótka

innej nie będzie...

niedziela, 7 lipca 2013

Zaczekaj na e-book


        Przez wiele lat byłem przeciwnikiem e-booków. Uważałem, że elektroniczna książka nie zastąpi obcowania z papierową publikacją. Szelest kartek, zapach farby drukarskiej… Moje poglądy zweryfikował nieco tomik Pana Wojciecha Roznera, wydany w formie e-booka. Wydawnictwo nosi tytuł „Zaczekaj” i choć rzeczywiście czytając je w wersji elektronicznej pozbawieni jesteśmy obcowania z ”żywą” książką, to nie traci ono nic na swojej aktualności i artyzmie. Kto wie czy ten rodzaj publikacji nie jest dobrą alternatywą w czasach kiedy druk staje się coraz bardziej kosztowny, coraz trudniej o sponsorów, a czytelnicy coraz chętniej zaglądają do przestrzeni wirtualnej, a coraz rzadziej do księgarni i bibliotek. To pewnie znak naszych czasów, za którymi także poeci, pisarze i wydawcy muszą podążać. Ale przejdźmy do samego tomiku. 
        „Zaczekaj” to książka o miłości. Już pierwszy wiersz „Jedna miłość” mówi o wielu obliczach tego najistotniejszego uczucia w ludzkiej egzystencji. W tym kontekście urzekły mnie niezwykle liryczne teksty – „Jesteś”  i „Tylko Ty”.  Lekarstwem na zimowe mrozy pozostaje „Ciepło domowe”.  Miłość to „Całe bogactwo świata” zauważa Pan Rozner w utworze nieco baśniowym. Obok liryków w publikacji pojawiają się bowiem krótkie utwory prozatorskie o strukturze multigatunkowej, zawierające w sobie elementy opowiadania, bajki,  przypowieści, które mnie osobiście przywodzą na myśl epickie utwory Zbigniewa Herberta.
      To, co cenię sobie najbardziej w tym tomiku to iście barokowy konceptyzm. Ileż tu zaskakujących pomysłów na wiersze i krótką prozę. Na przykład tekst: „Ukochana”, w którego finale dowiadujemy się, że chodzi nie o kobietę, ale towarzyszącą nam permanentnie samotność. Podobnie zaskakuje czytelników „Pocztówka z wakacji” wysłana przez nowotwór z ludzkiego organizmu czy „Uczelnia”, na której wykłada najlepszy specjalista – rodzic. „Niespodzianka” przypomina mi nieco „Wywiad” Mirona Białoszewskiego i  potwierdza, że motyw danse macabre jest wciąż aktualny. Podobnie w przejmujących i wzruszających utworach: „Opowiedz mi, mamo” czy „Spotkanie”, w których jak leitmotiv powraca memento mori.           
         Szczególnie są mi bliskie wiersze oparte na zabawie słowem, jak ”Życie” czy „(W)Inny”. Ogromny ładunek emocjonalny niesie ze sobą wiersz ”Uciec”, a „Krzyż” ewokuje nawet uczucia religijne. W tomiku nie brak także liryki roli, co staje się szczególnie widoczne w tekstach „Kieliszek” czy żartobliwej „Papierośnicy”, która skojarzyła mi się z wierszem o palących Marcina Świetlickiego. Utwory te świadczą o ogromnej empatii, jaką posiada Pan Wojciech Rozner, a wiersze „Sklep” i „Karuzela życia”, mówiące o codziennym „wyścigu szczurów” i materialistyczno – konsumpcyjnym sposobie bycia, pokazują, że poeta szuka w otaczającym go świecie jakiegoś głębszego sensu, konkretnego systemu aksjologicznego. W ten dyskurs wpisuje się tytułowy wiersz „Zaczekaj”. Stanowi on afirmację ludzkiego życia, skłaniając jednocześnie do refleksji nad nim. Niech więc ten rozpoczęty czas wakacji stanie się okazją do zatrzymania i zastanowienia się nad ludzkim losem, a asumptem do tych rozważań niech będzie tomik Pana Wojciecha Roznera, który serdecznie polecam!